Najnowszy Post

Jesienna kolekcja lakierów NeoNail BOHO to 7 lakierów w kolorach fioletu, różu i zieleni.  Lavender Morning to jasny różowo-fioletowy ...

Jesienna kolekcja lakierów NeoNail BOHO to 7 lakierów w kolorach fioletu, różu i zieleni. 


Lavender Morning to jasny różowo-fioletowy kolor, taki nieco pudrowy. Jego odcień bardzie przypomina jasny wrzos niż lawendę, ale co ja się tam znam :p

Początkowo nie podobał Mi się na paznokciach, ale po jakimś czasie do niego przywykłam i bardzo fajnie się go nosiło.






Promocja w Rossmannie trwa w najlepsze. Ja jednak swoje zakupy zakończyłam i nie planuję już tam wracać. Nie obyło się jednak bez małych pro...

Promocja w Rossmannie trwa w najlepsze. Ja jednak swoje zakupy zakończyłam i nie planuję już tam wracać. Nie obyło się jednak bez małych problemów podczas zakupów.


Moje planowane zakupy to głównie nowości, których wiadomo na sklep przychodzi niewiele. Wybrałam się więc do sklepu z samego rana, aby mieć większe szanse na ich dostanie. Szczęśliwa udałam się do kasy i tam czekała mnie niemiła niespodzianka, a mianowicie nowości nie wchodziły na promocję.

Po południu okazało się, że nowości zostały dodane i już można je kupić. Co z tego jeśli jestem  w pracy do wieczora. Byłam bardzo tym wszystkim poirytowana, bo nie po to wstawałam wcześniej i leciałam do Ross przed pracą żeby nie kupić tego co chciałam. Jednak się udało i kupiłam wszystko w 3 ratach. Mam nadzieję, że Ross jednak lepiej będzie dopracowywał swoje kolejne promocje.

Przejdźmy jednak do rzeczy, czyli tego co kupiłam.

Bell HYPOAllergenic, puder kompaktowy SPF 50 


Nie miałam najmniejszego problemu z jego zakupem. Nikt na moim Ross nie zwracał na nie uwagi. Nie wiem czemu, bo jednak najbardziej to właśnie na nim Mi zależało.


Lovely Duo Ombre 


Nowość, która bardzo mnie ciekawiła. Polubiłam pomadki w kredce, a tu mam 2w1. Zobaczymy jak to będzie z tym ombre na ustach. Wzięłam wszystkie kolory, czyli 4.

Pomadki te mają nieprzyjemny zapach. Po wykręceniu czuć taki zapach jak przy lutowaniu. Jeszcze nigdy się z czymś takim nie spotkałam.


Wibo Banana Powder & Wibo Rice Powder 

Szał totalny jest na te pudry, a i bez promocji ciężko je zdobyć. Postanowiłam więc skorzystać z okazji i je przetestować. Początkowo planowałam jedynie kupić bananowy, ale ryżowy jakoś tak trafił w duecie.

Wibo Selfie Loose Shimmer rozświetlacz 


Kocham rozświetlacze więc i nowe sypkie mnie zaciekawiły. Zwłaszcza ten fioletowy i różowy. Ostatecznie jednak i złoty trafił w moje łapki. Maja rozkoszne opakowania, które od razu mnie urzekły.


Wibo Ultra Matte matowa pomadka do ust


Kolejna nowość od Wibo. Uwielbiam pomadki matowe, a ta już trafiła do moich ulubieńców. Jest niesamowicie wytrzymała. Cudo, cudo, cudo!!


Wibo Million Dollar Lips matowa pomadka

Polowałam na nr 1 bardzo długo i w końcu ją mam. Jest to bardzo fajna pomadka w śmiesznej cenie.



Alterra, pomadka ochronna do ust z rumiankiem BIO 


Kupiłam z myślą o brwiach. Tyle już osób Mi mówiło, że świetnie się sprawdza w roli odżywki, że postanowiłam wypróbować.



Rimmel Fresher Skin & Manhattan Fresher Skin

Dwa bardzo lekkie podkłady, które kupiłam tylko dlatego, że były po ok.5zł. Zatrzymam je na lato, bo taka lekka konsystencja powinna się super sprawdzić w upalne dni.



To moje zakupy, a Wy co kupiliście??



Każdy z nas lubi pięknie opaloną skórę, jednak nie wszyscy lubią przebywać na słońcu. Dodatkowo nadmierne wystawianie się na słoneczko niezb...

Każdy z nas lubi pięknie opaloną skórę, jednak nie wszyscy lubią przebywać na słońcu. Dodatkowo nadmierne wystawianie się na słoneczko niezbyt sprzyja kondycji naszej skóry. Na szczęście na rynku dostępne są produkty, dzięki którym możemy uzyskać efekt opalonego ciała bez wychodzenia z domu. Dzisiaj przedstawię Wam różnicę między samoopalaczem a balsamem brązującym o których to sama do niedawna nie miałam pojęcia.

Samoopalacz czy balsam brązujący? Co wybrać?

Efekt opalenizny na skórze  uzyskujemy dzięki dihydroksyacetonowi potocznie zwanemu DHA. Jest to związek chemiczny, który w kontakcie ze skórą barwi ją na ciemniejszy odcień. Towarzyszy temu charakterystyczny intensywny zapach, którego osobiście nie cierpię i w sumie nie znam osoby której by się podobał.

Ponieważ samoopalacze posiadają duże stężenie DHA to właśnie w nich zapach jest tak bardzo uciążliwy. Firmy prześcigają się, aby w ich produktach charakterystyczny 'smrodek' był jak najmniej wyczuwalny maskując go różnego rodzaju perfumami. Jednak jest to trochę walka z wiatrakami, bo zapach ten jest nieodzownym elementem i im większe stężenie DHA tym zapach będzie bardziej wyczuwalny. Jest to cena jaka płacimy za szybki efekt opalenizny, bo działają bardzo szybko, po 2h mamy już widoczny efekt na skórze. Musimy jednak bardzo uważać na to w jaki sposób aplikujemy produkt, ponieważ samoopalacze lubią robić smugi. Jeśli nie mamy wprawy w ich nakładaniu i zrobimy to niedokładnie to efekt końcowy może nas niemile zaskoczyć. Podczas aplikacji należy też zwrócić szczególną uwagę na łokcie, kolana i kostki, bo to właśnie w tym miejscach najłatwiej osiągnąć efekt pomarańczowej niezbyt ładnej opalenizny. Przed aplikacją wskazane jest wykonanie peelingu, aby pozbyć się martwego naskórka i zmniejszyć ewentualność powstania plam. Kolejnym minusem jest fakt, że do momentu wchłonięcia się samoopalacz może brudzić ubrania, dlatego należy unikać kontaktu z tkaniną bezpośrednio po aplikacji. Należy również pamiętać o tym, że samoopalacz nie zastępuje balsamu i mimo podobieństwa w wyglądzie i aplikacji nie nawilża naszej skóry.

Balsamy brązujące to takie połączenie zwykłego balsamu z samoopalaczem. Posiadają wszystkie atuty balsamów pielęgnacyjnych i spokojnie mogą je zastąpić, a dodatkowo nadają naszej skórze pięknego koloru. Balsamy mają mniejsze stężenie DHA w porównaniu z samoopalaczem więc na efekty ich działania będziemy musieli poczekać nieco dłużej, ale dzięki temu nie musimy uważać podczas ich aplikacji, bo praktycznie nie robią smug. Możemy też  łatwo kontrolować efekt jaki uzyskujemy na skórze, a w razie potrzeby zastosować balsam kilka razy w ciągu dnia aby uzyskać mocniejszą opaleniznę. Balsamy brązujące wchłaniają się bardzo szybko, praktycznie zaraz po aplikacji możemy się spokojnie ubrać bez obawy, że pobrudzimy nasze ubrania. Charakterystyczny zapach DHA jest prawie niewyczuwalny, dzięki niskiemu stężeniu tego środka.

Samoopalacze są dostępne na rynku bardzo długo. Jest ich niesamowicie dużo i mają zapewne swoich zwolenników do których to ja nie należę. Jestem zdecydowanym zwolennikiem balsamów brązujących, ponieważ zarówno aplikacja jak i efekt opalenizny jaki przy ich użyciu otrzymuje bardziej odpowiada moim potrzebom. Jestem osobą dosyć bladą i podczas użytkowania samoopalacza na mojej skórze powstają bardzo widoczne, a co za tym idzie nieestetyczne smugi. No i ten zapach którego nie cierpię i czuje go cały dzień na sobie, zresztą nie tylko ja. Stosując balsamy brązujące nie mam takich problemów, a ich aplikacja jest bardzo szybka, praktycznie niczym się nie różni od stosowania zwykłego balsamu. Jedyną rzeczą o której należy pamiętać, to to aby po zastosowaniu balsamu brązującego umyć ręce, zresztą tak samo jest przy samoopalaczu. Jeśli o tym zapomnimy, nasze dłonie będą przypominać pomarańcze. Zacieki między palcami i bardzo nieestetyczny pomarańczowy odcień skory od spodu, na pewno nikomu nie przypadnie do gustu.
Tak więc jeśli nie zależy Wam na natychmiastowym mocnym efekcie opalenizny polecam użycie balsamów brązujących. Jeśli natomiast chcecie uzyskać szybko mocną opaleniznę i macie już pewną wprawę, to warto jednak sięgnąć po samoopalacz.

Mam nadzieję, że post okaże się pomocny. Dajcie znać w komentarzach jakie macie doświadczenie oraz który z tych produktów bardziej przypadł Wam do gustu.

Na paznokciach zaczynają pojawiać się jesienne kolory. Neony i pastele powoli ustępują szarością i ciemnym kolorom.  Agitated Ocean ...

Na paznokciach zaczynają pojawiać się jesienne kolory. Neony i pastele powoli ustępują szarością i ciemnym kolorom. 



Agitated Ocean to zdecydowanie mój ulubieniec, pochodzi z najnowszej kolekcji NeoNail Boho stworzonej we współpracy z Joanną Krupą. Piękny zielono-niebieski kolor, taki bardzo ciemny turkus. Niesamowicie trudny do sfotografowania kolor ponieważ na zdjęciach wychodzi granatowy. Tylko na żywo można zobaczyć tak do końca jaki naprawdę jest piękny.

Asteroid pochodzi z kolekcji NeoNail Star Glow. Są to takie lakiery topy- w przezroczystej bazie zatopione zostały opalizujące fleksy. Solo lakierami raczej nie uda się nam uzyskać pełnego krycia, ale nie do takich celów zostały stworzone. Lakier Asteroid opalizuje różowo-zielono i ładnie skomponował się z niebiesko-zielonym odcieniem Agitated Ocean. Postanowiłam jednak nie dawać go na całość paznokcia, a jedynie delikatnie od góry, dzięki czemu uzyskałam bardziej elegancki efekt na paznokciach.




Czy jesień zawitała już na waszych paznokciach?


Peeling do ust to Must Have każdej fanki matowych pomadek. Dzięki niemu nasze usta staną się gładkie i jędrne.  Jestem fanką matowych ...

Peeling do ust to Must Have każdej fanki matowych pomadek. Dzięki niemu nasze usta staną się gładkie i jędrne. 



Jestem fanką matowych pomadek, ale jak wiadomo lubią one przesuszać usta, więc wskazane jest, aby oprócz ich codziennego nawilżania raz na jakiś czas wykonać peeling w celu pozbycia się martwego naskórka. O zaletach peelingu raczej nie muszę Wam pisać i każdą z nas doskonale wie jak dobrze wpływa on na kondycję naszej skory.

Skusiłam się na zakup peelingu od Evree, ale tak na dobrą sprawę zbyt dużego wyboru w tej kwestii nie miałam, ponieważ na naszym polskim rynku nie ma za wiele peelingów do ust, a moja pomadka-peeling z Eveline została wycofana. Mogła bym oczywiście zamówić coś online z zagranicy, ale wówczas ceny jakie wychodzą są dla mnie nie do przyjęcia, bo sorry ale nie wydam 40zł za malutki słoiczek. Po prostu nie i koniec, bo jak by na to nie patrzeć jest to głównie cukier i odrobina jakiś olejków więc produkty bardzo tanie.
No i oczywiście tutaj wiele osób stwierdzi, że skoro jest to tylko cukier i olejki, to czemu sama sobie takiego peelingu nie zorbie w domu. Odpowiedz jest bardzo prosta, bo jestem za leniwa, dodatkowo kiedy w końcu chciałam się za to zabrać okazało się, że a to nie mam odpowiedniego słoiczka, a to muszę dokupić olejek i tak moja ochota na produkcje własnego szybko mijała.


Cukrowy peeling evrée® sprawi, że Twoje usta będą delikatnie złuszczone, nawilżone i wygładzone. Ty odczujesz komfort, a one odzyskają zdrowy wygląd i sensualną miękkość. 99% naturalnych składników. Formuła balsamu zawiera naturalne, wysoce skoncentrowanie składniki: cukier, roślinna wazelina, olejek rycynowy, masło mango, olej awokado. 

Peeling znajduje się w małym plastikowym słoiczku o pojemności 10ml, który dodatkowo zapakowany jest w kartonik. Słoiczek posiada nakrętkę i takie podwójne ścianki, zewnętrzna jest przezroczysta, natomiast wsad różowy, co daje taki fajny trójwymiarowy efekt. Bardzo ładnie się prezentuje, a dzięki temu, że jest taki malutki bez problemu znajdzie swoje miejsce w każdej damskiej torebce czy kosmetyczce.

Peeling występuje w dwóch wersjach smakowych/zapachowych, poziomka i pomarańcza. Wybrałam poziomkową wersje ponieważ nie przepadam jakoś za pomarańczą. Zarówno kolorystyka opakowania jak i zapach poziomki bardziej do mnie przemawiał. Szkoda jednak, ze ogólny wybór ogranicza się jedynie do dwóch wariantów. Mam nadzieje, że z czasem się to zmieni i firma Evree wprowadzi do swojej oferty więcej smaków.


Ponieważ peeling w 99% składa się z naturalnych składników: cukier, roślinna wazelina, olejek rycynowy, masło mango, olej awokado, został dodatkowo zabezpieczony sreberkiem. Bardzo lubię takie zabezpieczenia, bo przynajmniej mam pewność, że nikt nie wsadzał tam swoich paluchów. Po zerwaniu sreberka od razu czuć mocny, słodki zapach takiej chemicznej poziomki podejrzewam że w przypadku pomarańczy będzie podobnie. Bardzo dobrze jednak, że jest on taki sztuczny, a nie pachnie takimi świeżymi owocami, bo dzięki temu nie mam ochoty go zjeść. Pragnę jednak nadmienić, że peeling ten jest jadalny i zjedzenie go z ust, zamiast wytarcia w żaden sposób nam nie zaszkodzi. Jednak jedzenie go prosto ze słoiczka nie jest wskazane.

Konsystencja jak na peeling cukrowy przystało dosyć gęsta, ale nie na tyle zbita żeby  były problemy z jego wydostaniem ze słoiczka. Kryształki cukru są dosyć duże więc peeling ma naprawdę fajne silne działanie. Tak więc pamiętajmy o tym, aby nie trzeć za mocno ust, bo możemy jednak przesadzić i zrobić sobie krzywdę. Cała masa jest w kolorze takiego słodkiego pudrowego jasnego różu, idealnie pasuje do opakowania.


Co do skuteczności peelingu, nie mam żadnych zastrzeżeń, idealnie poradził sobie z usunięciem suchych skórek. Usta po jego zastosowaniu stały się miękkie, wygładzone i naprawdę fajnie nawilżone. Idealnie przygotowane aby nałożyć na nie matową pomadkę, która już nie podkreśli suchych skórek.

Używacie peelingów do ust?


Wielkimi krokami zbliża się jedna z najbardziej wyczekiwanych promocji, a mianowicie -49%  na kolorówkę w Rossmannie.  W tym roku nie...

Wielkimi krokami zbliża się jedna z najbardziej wyczekiwanych promocji, a mianowicie -49%  na kolorówkę w Rossmannie. 



W tym roku nie planuję jakiś dużych zakupów, ale z drugiej strony nigdy nie planuję, a jakoś różnie to bywa. Zobaczymy jak to będzie tym razem, na pewno pokażę Wam co ostatecznie kupiłam. Bardzo liczę na to, że nowe kolekcje Wibo/Lovely pojawią się w sklepie jeszcze przed promocją, bo to głównie je chce kupić.

Maybelline, Master Contour, nie kupiłam w poprzedniej promocji i bardzo tego żałowałam. Tym razem nie popełnię tego błędu i to właśnie kredka do konturowania jako pierwsza trafi do mojego koszyka, chociaż nie jestem pewna czy będę potrafiła jej używać.

Bell HYPOAllergenic, puder kompaktowy SPF 50. Nie wychodzę latem bez filtra na buzi, niestety po nałożeniu makijażu nie jestem w stanie go dokładać co 2h więc ostatecznie śmigam pod koniec dnia bez. Nie bardzo mi się to podoba, a ten puder wydaje się być idealnym rozwiązaniem. Zobaczymy jak to będzie, ale dopiero latem.

Wibo, Fixing Spray, czasem potrzebuję takiego ekstra utrwalenia makijażu. Jak zobaczyłam, że Wibo wprowadza do swojej oferty utrwalacz do makijażu od razu go zapragnęłam. Jeśli jednak nie będzie go w ofercie w trakcie promocji to po prostu kupię jakiś inny.


Oprócz tego liczę na kilka nowości z Lovely, ale to muszę je najpierw zobaczyć na żywo i ocenić czy są takie fajne jak na zdjęciach z Insta.

Lovely Duo Ombre, pomadka do ust do makijażu ombre 4 kolory.
Lovely Ombre róż do policzków
Lovely Ombre, matowy bronzer do twarzy
Lovely Bamboo Losse Powder, puder bambusowy matujący


Jeśli chodzi o Wibo to najbardziej jestem ciekawa ich nowych rozświetlaczy, bo ostatnia limitowana paletka była cudowna. No w sumie jeszcze teoretycznie jest dostępna, ale z tego co wiem praktycznie nie do zdobycia. Poza tym chce obczaić nowe pomadki, konturówki i ten słynny puder bananowy, który już jest chyba kultowy.

Wibo Banana puder sypki,
Wibo Selfie Loose Shimmer rozświetlacz Gold, Pink, Violet
Wibo Million Dollar kredka do ust
Wibo Ultra Matte, matowa pomadka do ust z formułą długotrwałą


Jak widać spora część moich zakupów opiera się na nowościach. 
A Wy co zamierzacie kupić ?




Tak, tak zmalowałam kolejne róże. To zdobienie po prostu Mi się nie nudzi i pewnie wystąpi jeszcze w kilku wariantach kolorystycznych. ...

Tak, tak zmalowałam kolejne róże. To zdobienie po prostu Mi się nie nudzi i pewnie wystąpi jeszcze w kilku wariantach kolorystycznych.


Tym razem zmalowałam tęczową różę, bo nie potrafiłam zdecydować się na jeden kolor.
Do jej wykonania użyłam:
NeoNail Delicious by Joanna Krupa Red Velvet Cake
NeoNail Aquarelle Emerald 
NeoNail Aquarelle Ruby 
NeoNail Aquarelle Fuchsia 
NeoNail Aquarelle Purple 
NeoNail Aquarelle Violet 







Usuwanie makijażu za pomocą samej wody, brzmi świetnie, ale czy tak jest na pewno?  Dzisiaj opiszę Wam moje odczucia po miesiącu użytkowan...

Usuwanie makijażu za pomocą samej wody, brzmi świetnie, ale czy tak jest na pewno?  Dzisiaj opiszę Wam moje odczucia po miesiącu użytkowania tej innowacyjnej rękawicy.



Był czas, że blogosfera aż huczała od zachwytów nad tym jaki to GLOV jest cudowny, wspaniały... Nie ma co, ale jeśli chodzi o PR, jest on doskonale przemyślany. Inne firmy mogą się tylko uczyć.

Sama pierwszy raz usłyszałam o GLOV podczas spotkania Meet Beauty, gdzie znajdowało się ich stoisko. Super, z pierwszej ręki mogłam się dowiedzieć wszystkiego o firmie i zobaczyć na czym to polega. Niestety,  było tak tylko w teorii, bo w praktyce wyglądało to zupełnie inaczej. Nie  będę się teraz jednak nad tym rozwodzić, bo nie o tym miałam pisać, a dziewczyny będące wówczas na MB doskonale wiedzą o co mi chodzi. Przechodząc jednak do sedna, bo nieco odpłynęłam od tematu. Moje pierwsze spotkanie z marką GLOV skutecznie zniechęciło mnie do firmy. Byłam na tyle zniesmaczona podejściem dziewczyn na MB, że nie miałam ochoty posiadać tego produktu u siebie.

Ilość zachwytów koleżanek nad rękawicą jednak przełamała moją niechęć i zakupiłam swój egzemplarz. GLOV kupiłam głównie z myślą o wyjazdach. Jest to jednak bardzo fajna sprawa, bo nie muszę już brać ze sobą wacików i płynów do demakijażu.  To wszystko zastępuję  jedną 'szmacianą' rękawiczką, którą mogę upchać dosłownie wszędzie. Dodatkowo do jej zakupu przekonał mnie fakt, że podczas wakacyjnych wyjazdów więcej niż raz zapomniałam dokręcić pojemnik z płynem micelarnym czy dwufazowym do demakijażu, co skutkowało zalaniem całej walizki. Niezbyt przyjemna sprawa, wierzcie mi.


Swój egzemplarz GLOV on-the-go nabyłam w Rossmannie. Była akurat w promocji, a dodatkowo przy jej zakupie otrzymywało się kosmetyczkę. Tak,  jak wspomniałam miałam w planach używać GLOV jedynie na wyjazdach, ale tak mi się spodobała, że używam jej prawie codziennie.

GLOV według producenta ma usuwać makijaż tylko przy użyciu wody, dzięki specjalnym włóknom,  z których jest zrobiona. Jej trwałość szacowana jest na ok. 3 miesiące w zależności od intensywności użytkowania.


Niestety, ale nie usuwa ona każdego makijażu, a co najdziwniejsze nie mam na myśli wodoodpornego. Z wodoodporną pomadą do brwi poradził sobie zaskakująco dobrze. Nie mam też zastrzeżeń jeśli chodzi o zmywanie podkładu, pudru, bronzera itp. Wszystko zmywa bez problemu - kilka ruchów i już nie ma śladu po makijażu twarzy.

Moje zastrzeżenia dotyczą makijażu oczu. GLOV średnio sobie radzi z usuwaniem kremowych cieni czy eyelinera w kąciku oka,  jak też w załamaniu, czyli w miejscach trudno dostępnych.
Jest całkiem możliwe, że jest to spowodowane kształtem rękawicy, ale nie jestem w stanie usunąć makijażu oka bez usilnego tarcia. Tarcia, które w tym rejonie twarzy nie jest wskazane, bo naciągam strasznie skórę, a jak wiadomo należy tego unikać. Zamówiłam już mini wersje na paluszek, która mam nadzieję rozwiąże ten problem. Jak tylko do mnie dojdzie i ją przetestuje,  dam Wam znać.


Podsumowując, uważam GLOV za świetny wynalazek, po który chętnie sięgam. Lubię ją, zwłaszcza kiedy jestem mega zmęczona po pracy i chce w jak najszybszy sposób pozbyć się makijażu i iść spać. Wtedy to GLOV sprawdza się idealnie. Płynu do demakijażu muszę użyć jedynie do zmycia oczu, co i tak zaoszczędza mi dużo czasu. Chociaż kiedy mój makijaż oka ogranicza się jedynie do mineralnego cienia i tuszu, to GLOV nie ma problemu z jego zmyciem. Tak więc polecam GLOV wszystkim osobom, które często wyjeżdżają i chcą ograniczyć ilość zabieranych rzeczy oraz tym,  które lubią w szybki sposób pozbyć się makijażu, czyli wszystkim.


A Wy używaliście GLOV?  

Jakie są wasze odczucia? Piszcie w komentarzach.


Flamingi i ananasy to absolutny hit tego lata. Można je spotkać dosłownie wszędzie, więc nie mogło ich zabraknąć na moich paznokciach :) P...

Flamingi i ananasy to absolutny hit tego lata. Można je spotkać dosłownie wszędzie, więc nie mogło ich zabraknąć na moich paznokciach :)

Podczas warsztatów Chiodo Pro na See Bloggers malowałam flaminga, który to niezbyt Mi wyszedł. Postanowiłam więc, że to własnie Flaming jako pierwszy zawita na moich paznokciach. Tym razem jestem jednak zadowolona z jego wyglądu. Na paznokciach mam kolor Cripps Pink z kolekcji Delicious by Joanna Krupa.

A Wy co sadzicie?